Śniegi w Holandii należą do rzadkości. No przynajmniej taki śnieg jaki mamy tej zimy. W dwa dni napadało w Holandii tyle śniegu, że kraj stanął w miejscu. I to po raz drugi bo pierwszy hamulec do COVID-19 który wciąż nas nie opuszcza.

Powstają sąsiedzkie grupy FB gdzie ludzie wspierają się między sobą i rozdają ubrania dla dzieci

Zaspy po pas, koleiny śnieżne na ulicy i to takie że nawet piaskarka nie wjedzie. Dzieci w ogródkach już nie tylko lepią bałwana, ale lepią iglo! Sanki które zwykle w kringloopie (sklep z rzeczami z drugiej ręki) kosztują po 5 euro, dziś można kupić za kosmicznie wysoką kwotę.

Mamy zimę gdzie ze względu na pandemię sklepy odzieżowe są pozamykane.

Mamy zimę ze śniegiem po pas, więc jak ryby po deszczu powstają sąsiedzkie grupy FB gdzie ludzie wspierają się ze sobą i rozdają ubrania dla dzieci.. ocieplane spodnie narciarskie, kurtki, ocieplane rękawiczki, buty na śnieg.. Dlaczego sąsiedzkie? Bo mało kto odważy się odpalić samochód, na rower też nikt nie wsiada. Wszędzie trzeba dojść na pieszo. A po sąsiedzku wiadomo – najbliżej.

COVID-19 każdemu coś zabrał. Każdemu! Dzieciom zabawę i swobodę, dorosłym wolność a u osób starszych pogłębia samotność.. Wszyscy mają już dość. Ja mam już dość! Chcę normalności dla dzieci i siebie.

Znajdujemy się w sytuacji, gdy trwająca już miesiące praca zdalna staje się przytłaczająca,👩🏼‍💻 a dzieci spędzają godziny przed monitorem na lekcjach online. Dopada nas rutyna, wręcz nuda a do tego zewsząd ograniczenia związane z pandemią.

„Dzieci uwielbiają sanki”

Siedzę wpatrzona w okno i patrzę jak fajnie pada śnieg. Tak zupełnie zwyczajnie. Przypominają mi się lata dzieciństwa w Polsce, gdy wracało się ze szkoły do domu i całą drogę ślizgało bo tak było i fajniej i szybciej i zawsze znalazł się jakiś kolega z klasy który też się lubił poślizgać. Sięgam pamięcią do tych chwil jak się lepiło iglo przed domem a potem w nim siedziało i myślało się że jest się Eskimosem. Przypomina mi się spacer i ten dźwięk świerszczącego śniegu pod butami taty.. Pamiętam że wtedy celowo dawałam większe kroki, wręcz skakałam 😊 bo chciałam żeby spod moich butów też wydobywał się też charakterystyczny dźwięk.. Niestety. Byłam po prostu za lekka.

Wspominam też jak się wychodziło ” na sanki”.

Taka rozmarzona zimową aurą zapragnęłam kuligu. Więc nic innego tylko telefon w rękę i sms do jednej koleżanki, drugiej, trzeciej.. Narodziło się fajne spotkanie w środku tygodnia i zorganizowane bardzo spontanicznie! W moment byłyśmy umówione! Jedna z nas mieszka poza miastem, więc zgodziła się aby to u niej właśnie zorganizować spotkanie, dla drugiej nawet przyjazd w tą pogodę z innego miasta nie był przeszkodą. Dziewczyny szybko się zorganizowały. Każdej spodobał się pomysł a najbardziej dzieciom! Były zachwycone!
Sanki zaczepione, dzieci podzielone kto gdzie siedzi, zaczynamy przygodę ! Przedział wiekowy od 4 do 13 lat i właśnie to najmłodsze wołało najgłośniej żeby jechać szybciej 🙂 Było dużo cudownej zabawy i dla rodziców (a raczej mam) i dla dzieci. Godziny zabawy na świeżym powietrzu i masa zdrowego śmiechu. Były wywrotki na sankach, były koziołki na śniegu i rzucanie śnieżkami a nawet piłka nożna na śniegu! Białe szaleństwo!

„Aura dopisała”

Cudownie jest widzieć te uśmiechnięte buzie wszystkich dzieci i to z jakim entuzjazmem opowiadają co przeżywają .. ” Ale to jest fajne!”, ” A tutaj to prawie z sanek spadłem!”

Każda z nas pochodzi z różnych regionów Polski ale wszystkie znamy polskie góry. Nagle, przejeżdżając koło strumyka, jedna z nas powiedziała:

” Tutaj jest tak pięknie jak w naszych Karpatach” Bo tak było. Wszystkie jesteśmy z podobnego rocznika czyli okolice tak 80-tych. Miałyśmy podobne wspomnienia z Polski. Wychowałyśmy się na zabawach na trzepaku i śpiewaniu piosenek na koloniach.

„Poczułyśmy się tak beztrosko jak nasze dzieci”

Patrząc na krajobraz płaskiej Holandii, nam przypominającej Karpaty, patrząc na te buźki uśmiechniętych dzieci i my takie szczęśliwe ze spotkania.. mijając strumyk zaczęłyśmy śpiewać piosenkę z dzieciństwa ” Gdzie strumyk płynie z wolna..”

Tak po prostu. Spontanicznie. Poczułyśmy się tak beztrosko jak nasze dzieci. Cudownie!

Kiedy już dzieci (i my dorośli też) trochę zmarzliśmy, to w ogródku rozpaliliśmy małe ognisko z kiełbaskami, bułkami i chlebem. Dla dzieci nie zabrakło ciepłego kakao oraz Marshmallows czyli słodkiej pianki która pod wpływem ciepła lekko rozpuszcza się. Dzieci to uwielbiają.

Dzisiejszy dzień to masa cudownych wspomnień. Może kiedyś, jak już mój syn urośnie i spojrzy przez okno na ten biały puch lecący z nieba, przypomni sobie dzisiejszy dzień i z uśmiechem przywoła wspomnienia.

Kochani, może nie było to z punktu widzenia wirującego wirusa rozsądne ale na pewno bardzo potrzebne! Była to dla nas odskocznia od izolacji, od pracy i nauki w domu, od zakazów i nakazów.

A Ty jakie wspomnienia chcesz zafundować swojemu dziecku? Może też takie beztroskie popołudnie w gronie fajnych i pozytywnych osób? Przy okazji dużo zabawy i bycia na świeżym powietrzu? Chwyć za telefon, zorganizuj kilka osób i do dzieła! Wystarczy chcieć!

A potem opisz mi swoją historię! Zawsze z zainteresowaniem czytam o tym jak polskie rodziny integrują się za granicą, tak aby zarówno dzieci jak i dorośli mięli z tego frajdę i co najważniejsze – swoje cudowne wspomnienia do których warto wracać.

Oto bohaterki dzisiejszego opowiadania i cudownie pozytywne kobietki!
vlnr Aldona, Magda, Sylwia, Bogusia, Aga i Magda
Maja
Naomi
Emi
Ania
Ognisko z polską kiełbasą i Marshmallows

RELATED ARTICLES

1 COMMENT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przechowujemy ciasteczka. Chcesz pozostać na stronie - kliknij Zgadzam się Szczegóły

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close